tak to stalo sie po przegladzie portfolio w ramach festiwalu Transfotografia w Gdansku. wlasnie teraz. a takze pod wplywem dwoch blogow.
pierwsza sprawa to... byly konsultacje z
Pawlem Olearka a raczej probowalam odpowiedziec na jego pytanie "ale o co ci tu chodzilo?" o to, zeby ladnie bylo? a tamtej trawie na pierwszym planie lepiej z fleszem? nie jestem pewna, czy wiem czego chce (chodzic-chciec), kiedy robie zdjecia tych a nie innych widokow i rzeczy tak a nie inaczej.
wiec niby dol, bo nie wiem. ale przeciez wielu rzeczy nie wiem.
a "wiem" pochodzi sprzed pstrykniecia. zapamietuje to i tak rodzi sie metafora, ze ho-ho.
dzis wchodze na fejsbuka i klikam na link na profilu znajomych z NY. przekierowalo mnie na strone
newyorkera a potem jakis obrazek dalej i trafiam na strone
Rafala Milacha. tym drugim blogiem jest
negatyw studenta PWSFiTV. wniosek jest prosty jak miedziany drut: bez komentarza nie moge; w tym moim obecnym ciasnym i troche oderwanym hic et nunc. musze dawac kontekst tam, gdzie chce, zeby zdjecia trzymaly sie tzw. rzeczywistosci czyli tego, w czym jedynie warto sie poruszac. lubie ja.
no dobrze, ale ludzie. bo sa jeszcze ludzie, tak skutecznie przeze mnie niewidzeni. przede wszystkim oni. - moze tu tez cos sie wydarzy.
a moze nie. zobaczylam dzis zdjecia
Carla Wooley'a i zastanawiam sie, czy mi sie jeszcze chce robic zdjecia, bo on juz wszystko (!) powiedzial (oczywiscie: hehehe), a w konsekwencji przeswietnosci jego zdjec, czy nie zlikwidowac tego bloga (oczywiscie: hehehe).
/oczywiscie. do nastepnego fotograficznego podjarania./