cementownia_KR

jade tramwajem numer dwadziescia dwa do przystanku Kombinat. tam przesiadam sie do dwudziestki jedynki, oczywiscie wczesniej robiac zdjecia. juz minawszy Plac Centralny, przypuszczam, ze wycieczkujac w tym kierunku byc moze ryzykuje zdrowie. stare torowisko daje sie we znaki. jeszcze mocniej trzesie na odcinku Kombinat - Pleszow, ktory na piechote moglabym pokonac rownie szybko. po obu stronach kikucaja pnie wycietych drzew. 
bezchmurna masa nieba wisi ponad dachami bardzo wiejskich budynkow miasta K. przed szescdziesieciu laty ta okolica bardzo sie zmienila, spolecznie i urbanistycznie, mysle sobie. panorama miasta jest bura, gniezdzi sie na plasko w oddali poludniowej. rownolegle do torow po prawej biegnie waska i ruchliwa dwupasmowka, cos tak zwyklego, ze odwracam wzrok ku lewej stronie. tam ciagna sie zabudowania Huty Mittal Steel Polska. bloki, sciany popekanych szyb, zawsze podniecajace kominy, obiekty z nieczerwonej cegly i ze stali, które leniwie umykaja mi sprzed oczu, nadal przed nimi pozostajac. nie potrafie ich zidentyfikowac, lecz samo ich tam stanie i zawieszenie - jak w przypadku pasow wycietych z tla nieba i tak to niebo tnacych, siebie nawzajem tez, we wszystkich kierunkach (wre! dre sie.) - stanowi o ich poteznej atrakcyjnosci. tej mentalnie wytwarzanej duzo bardziej anizeli realnie wizualnej. (z okien tramwaju mozna oczywiscie robic zdjecia. probuje.) gdzieniegdzie spostrzegam Charlesa Sheelera.
jest brama numer cztery, jest 5.
przekladajac nazwe huty na jezyk juz-legend PRL-u - jest to byla Huta im. Tadeusza Sendzimira, u swego zarania imienia Lenina.
pleszowska petla tramwajowa zatacza niewielkie kolo razem z pietnastka i dwudziestka jedynka. a cmentarz po przeciwnej stronie ulicy chowa (sie) przed pylem. kolorowe znicze, bielony nie wysoki mur.
cementownia musi byc gdzies po lewej, ide na sluch. mijam niezamieszkany dom, przechodze przez most po prawie blekitnym asfalcie a krzaki sa przez chwile tak wielkie jak sama bryla cementowni.
wierzcholki wszystkich drzew w poblizu zostaly sciete i wygladaja jak barokowe kolumny. mam dreszcze, kolana zaczynaja mi ciazyc nie ze zmeczenia. wdycham pewnie jakies swinstwo, ktore zostanie mi jeszcze we wlosach. juz niemal odwracam sie na piecie, przeciez nawet nie robie tyle zdjec, ile bym chciala. (zamykaja sie za mna drzwi, ale nie slysze huku walacego sie mostu.) parametry przytloczenia rejestrowanego przeze mnie sa niemal takie jak w gorach. to przeciez zrobil czlowiek, mysle, uderza mnie patos, goraca glowa zimne plecy, i nie opuszcza mysl o przebywaniu na terenie strutym. szybko sie opanowuje, nie chce pompatycznie. obserwuje rurki. samochody, tablice zakazujace fotografowania, budka straznicza i instytut mineralow niesmialo przypominaja mi, ze jest szansa na schronienie. tyle, ze ja juz nie chce uciekac. oddycham gleboko i gapie sie wlasciwie na wszystko.
na wysokosci pracuje mezczyzna. spawa, kucac na kladce zawieszonej przy scianie czolowej kontrukcji, ktora kojarze ze stoczniowymi suwnicami - polaczonymi jedna z druga, i tak dwadziescia ich oczyma wyobrazni tez spawam... powstaje tunel, to jest tunel. w srodku czarno, ale jak na koncu kazdej przelotowki, jest jasnosc. tyle, ze widze ja jedynie z ukosa, trapez nieba, dalej sie nie ruszam, dalej jest jeszcze wiecej pylu (to wraca), wiecej niz na ramionach korytarzy z tasmami produkcyjnymi/pasami transportowymi (chyba. jak to inaczej nazwac?), moze i wiecej niz we wnetrzu tego kolosa, na ktorego filarze ktos napisal ku niepotrzebnej pamieci: PYL. trzy wielkie litery kontra jeden pylek, drugi pylek, trzeci pylek, czwarty pylek, piaty pylek, sie zamyslam.
czym rozni sie pyl od prochu? jednak nad tym juz tak duzo nie mysle, a moze to zbyt proste, zeby pytac.
"Nie lekajcie sie!", glosi reklama Centrum Jana Pawla II na tramwajach a ja jej nie slucham. jedyne szlachetne skojarzenie, na jakie mnie stac w zwiazku z faktem powstawania wspomnianego w Krakowie (miescie papieskim miescie krolewskim miescie pieknopieskim) i istniejaca cementownia odpowiada porownaniu wrazen. temu z wnetrza Bazyliki Swietego Piotra na Watykanie, z tym z zewnetrza nowohuckiej cementowni.








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza